Art of True Living← Blog
Refleksje

Świadomość ma konsekwencje

Walizka, książki i kompas przy kamiennym łuku z kwiatami, otwierającym się na słoneczną krętą drogę, z tytułem Świadomość ma konsekwencje

Czasami najtrudniejsze w poznawaniu siebie nie jest odkrycie czegoś, czego wcześniej nie wiedziałaś. Jest nim moment, w którym przestajesz móc przekonująco tłumaczyć sobie własne decyzje tak jak dotychczas.

Kiedy zaczynasz lepiej rozumieć siebie, możesz spodziewać się, że dzięki temu Twoje życie stanie się prostsze. Będziesz podejmować trafniejsze decyzje, unikać dawnych błędów i przestaniesz wikłać się w sytuacje, które przynoszą Ci cierpienie. W końcu trudno nie dostrzegać zalet wiedzy, która pozwala rozpoznać, dlaczego postępujesz w określony sposób.

A jednak czasami okazuje się, że im więcej o sobie wiesz, tym trudniej Ci żyć tak jak dotychczas.

Nie dlatego, że Twoje życie nagle się zmieniło. Być może nadal wykonujesz tę samą pracę, pozostajesz w tych samych relacjach i podejmujesz podobne decyzje. Zmieniło się jednak coś w sposobie, w jaki rozumiesz własne zachowanie.

Kiedyś mogłaś powiedzieć, że zgodziłaś się na coś, ponieważ nie miałaś wyboru. Dzisiaj dostrzegasz, że wybór być może istniał, ale jego konsekwencje wydawały Ci się zbyt trudne. Mogłaś odmówić, tylko że bałaś się czyjegoś rozczarowania. Mogłaś powiedzieć, co myślisz, ale nie chciałaś ryzykować konfliktu. Mogłaś spróbować czegoś nowego, lecz wolałaś pozostać przy tym, co znane.

To odkrycie niekoniecznie sprawi, że następnym razem postąpisz inaczej. Trudniej Ci jednak będzie opowiedzieć sobie tę samą historię o braku wyboru.

I właśnie ten aspekt świadomości wydaje mi się szczególnie interesujący. Nie tylko pomaga dostrzegać możliwości, których wcześniej nie widzieliśmy. Czasami odbiera nam również wyjaśnienia, dzięki którym mogliśmy nie zastanawiać się nad własnym udziałem w tym, co dzieje się w naszym życiu.

Oczywiście nie oznacza to, że zawsze masz wybór ani że wszystkie okoliczności zależą od Ciebie. Nasze możliwości bywają ograniczone przez sytuację finansową, zdrowie, zobowiązania, zależność od innych ludzi czy zwyczajny brak dostępnych rozwiązań. Łatwo mówić o wolności wyboru, kiedy nie trzeba ponosić kosztów cudzych decyzji.

Ale istnieją też sytuacje, w których możliwości masz więcej, niż jesteś gotowa przyznać. I nie zawsze chcesz to zobaczyć.

Zastanów się, jak często w codziennych rozmowach pojawia się słowo „muszę”.

Muszę odebrać telefon, chociaż jestem zmęczona. Muszę pojechać na rodzinne spotkanie, mimo że wolałabym zostać w domu. Muszę dokończyć coś za współpracownika, bo inaczej zadanie nie zostanie wykonane tak, jak powinno.

Czasami rzeczywiście musimy. Życie składa się przecież również z obowiązków, których nie wybieramy każdego ranka od nowa. Ale bywa, że za naszym „muszę” kryje się coś bardziej złożonego.

Nie chcemy, żeby ktoś pomyślał, że jesteśmy nieuprzejmi. Nie mamy ochoty wysłuchiwać pretensji. Nie chcemy, żeby sprawy potoczyły się inaczej, niż sobie zaplanowaliśmy.

I wtedy okazuje się, że nie tyle nie mamy wyboru, ile nie chcemy ponieść kosztu jednej z dostępnych możliwości.

To dość niewygodne rozróżnienie. Bo jeśli naprawdę nie masz wyboru, pozostaje Ci przede wszystkim poradzić sobie z sytuacją. Jeśli jednak wybór istnieje, pojawia się pytanie, dlaczego decydujesz się właśnie na to rozwiązanie.

A odpowiedź nie zawsze jest szczególnie pochlebna.

Możesz odkryć, że bardziej zależy Ci na czyjejś aprobacie, niż chciałabyś przyznać. Albo że wolisz narzekać na nadmiar obowiązków, niż dopuścić możliwość, że ktoś wykona je inaczej. Być może od lat odkładasz pewną decyzję, ponieważ jej podjęcie oznaczałoby rezygnację z wygodnego wyobrażenia o sobie.

Nie są to odkrycia, które koniecznie poprawiają nastrój. Co więcej, możesz nawet zatęsknić za czasami, kiedy wszystko wydawało się prostsze. Kiedy winne były okoliczności, inni ludzie albo zwyczajny brak szczęścia.

Nie trzeba było wtedy zadawać sobie tylu pytań.

Wyobraź sobie, że od kilku lat pracujesz w miejscu, z którego coraz bardziej chcesz odejść.

Nie odpowiada Ci sposób zarządzania, czujesz się niedoceniana, a wykonywane zadania przestały dawać Ci satysfakcję. Coraz częściej wracasz do domu zmęczona i opowiadasz bliskim, jak bardzo masz dość.

Kiedy ktoś pyta, dlaczego nie poszukasz innej pracy, odpowiadasz, że to nie takie proste. Masz przecież zobowiązania, potrzebujesz stabilności, a rynek pracy nie daje żadnych gwarancji.

I wszystko to może być prawdą.

Ale pewnego dnia zaczynasz dostrzegać coś jeszcze.

Być może obecna praca, mimo wszystkich swoich wad, daje Ci również poczucie bezpieczeństwa. Znasz ludzi, zasady i oczekiwania. Wiesz, w czym jesteś dobra. Nawet jeśli nie czujesz się doceniana, masz już wypracowaną pozycję.

Zmiana oznaczałaby wejście w sytuację, w której przez jakiś czas mogłabyś nie wiedzieć, czy sobie poradzisz. Być może musiałabyś nauczyć się nowych rzeczy, zaakceptować niższe zarobki albo zmierzyć się z możliwością odrzucenia podczas rekrutacji.

A może jest jeszcze coś trudniejszego.

Od dawna myślisz o zupełnie innym zajęciu. Opowiadasz sobie, że gdyby okoliczności były bardziej sprzyjające, wreszcie mogłabyś spróbować.

Dopóki jednak nie próbujesz, możesz nadal wierzyć, że świetnie by Ci się udało.

Podjęcie działania oznaczałoby sprawdzenie tego przekonania w rzeczywistości, a ta, jak wiadomo, nie zawsze okazuje się tak entuzjastyczna jak nasze wyobrażenia.

I być może właśnie przed tym również chroni Cię obecna sytuacja.

Nie oznacza to, że powinnaś natychmiast złożyć wypowiedzenie. Być może pozostanie w tej pracy jest dzisiaj najbardziej rozsądną decyzją. Stabilność finansowa nie jest przecież błahym powodem, a nie każda tęsknota za zmianą musi od razu prowadzić do zawodowej rewolucji.

Ale jeśli zaczynasz dostrzegać również własne przywiązanie do tego, co znane, historia o tym, że nie możesz niczego zmienić, przestaje być tak oczywista.

Możesz nadal zostać. Tylko że teraz wiesz trochę więcej o powodach swojej decyzji.

Zastanawiam się, czy jednym z powodów, dla których tak chętnie szukamy nowych sposobów rozumienia siebie, nie jest nadzieja, że wiedza pozwoli nam uniknąć trudnych decyzji.

Jeśli zrozumiesz, dlaczego boisz się konfliktów, może przestaniesz się ich bać. Jeśli odkryjesz, skąd bierze się Twoje poczucie winy, być może zniknie. Jeśli rozpoznasz mechanizm, który sprawia, że odkładasz ważne sprawy, wreszcie zaczniesz działać.

Czasami rzeczywiście tak się dzieje. Samo zrozumienie potrafi przynieść ulgę i otworzyć możliwości, które wcześniej wydawały się niedostępne.

Ale możesz też doskonale rozumieć, dlaczego trudno Ci odmówić, i nadal odczuwać niepokój, kiedy masz to zrobić. Możesz wiedzieć, że pewna decyzja jest dla Ciebie ważna, a mimo to przez długi czas jej unikać.

Wiedza nie usuwa automatycznie ceny, jaką trzeba zapłacić za zmianę. Czasem pozwala jedynie wyraźniej ją zobaczyć.

I tutaj pojawia się pewna pokusa.

Skoro już rozumiesz, dlaczego zachowujesz się w określony sposób, możesz uznać, że właściwie zrobiłaś wszystko, co było do zrobienia. Przecież znasz źródło swojego lęku. Potrafisz wyjaśnić własne reakcje, wskazać doświadczenia, które je ukształtowały, i opisać mechanizmy, które uruchamiają się w trudnych sytuacjach.

To wszystko może być prawdą i ważną częścią poznawania siebie. Ale czy wyjaśnienie przyczyn zachowania oznacza, że jego konsekwencje przestają mieć znaczenie?

Wyobraź sobie, że w sytuacjach napięcia wycofujesz się z kontaktu. Przestajesz odpowiadać na pytania, unikasz rozmowy, czasami przez kilka dni zachowujesz dystans. Z czasem zaczynasz rozumieć, że w ten sposób chronisz się przed emocjami, z którymi trudno Ci sobie poradzić.

To odkrycie może pomóc Ci spojrzeć na własne reakcje z większym zrozumieniem, być może również z mniejszym wstydem.

Ale druga osoba nadal pozostaje bez odpowiedzi. Nadal może czuć się odrzucona albo nie wiedzieć, co właściwie się wydarzyło.

Zrozumienie własnego lęku nie sprawia, że skutki Twojego zachowania przestają istnieć.

Przyczyny mają znaczenie. Bez ich rozumienia trudno czasami cokolwiek zmienić. Ale wyjaśnienie nie jest tym samym co usprawiedliwienie.

Myślę, że to rozróżnienie bywa szczególnie trudne, kiedy przez długi czas patrzyłaś na siebie surowo. Odkrycie, że Twoje zachowanie miało swoje przyczyny, może przynieść ogromną ulgę. Wreszcie nie musisz uważać się za osobę złą, słabą czy niewystarczającą.

I bardzo dobrze.

Nie musisz jednak wybierać między oskarżaniem siebie a zwalnianiem się z odpowiedzialności. Możesz rozumieć, dlaczego coś robisz, i jednocześnie przyglądać się temu, jaki wpływ ma to na Twoje życie i na innych ludzi.

Jest jeszcze jeden aspekt świadomości, który wydaje mi się wart uwagi.

Możesz przez lata uważać, że jesteś osobą szczerą, niezależną, odważną albo szczególnie ceniącą bliskość. Takie przekonania stają się częścią Twojego obrazu siebie. Wiesz, co jest dla Ciebie ważne, i potrafisz o tym opowiadać.

Dopiero w konkretnych sytuacjach okazuje się, co dzieje się z tymi wartościami, kiedy zaczynają czegoś od Ciebie wymagać.

Szczerość wydaje się stosunkowo prostą wartością, dopóki powiedzenie prawdy nie grozi utratą czyjejś sympatii. Podobnie niezależność, dopóki nie wymaga rezygnacji z aprobaty ludzi, których zdanie jest dla nas ważne. Możemy też bardzo pragnąć bliskości, a jednocześnie unikać rozmów, w których musielibyśmy pokazać coś mniej wygodnego niż nasz zwyczajowy obraz siebie.

Czy to oznacza, że nasze wartości są fałszywe?

Niekoniecznie. Być może dopiero zaczynamy odkrywać, ile naprawdę nas kosztują.

W końcu stosunkowo łatwo zgadzać się z własnymi przekonaniami, kiedy nic im nie zagraża. Trudniej, kiedy okazuje się, że nie da się zachować wszystkiego naraz.

Chcesz być lubiana i mówić otwarcie, co myślisz. Chcesz mieć więcej swobody i nie zawieść niczyich oczekiwań. Chcesz zmienić swoje życie, ale nie stracić poczucia bezpieczeństwa.

Czasami przez długi czas próbujesz znaleźć rozwiązanie, które pozwoli Ci uniknąć tych napięć. Jeszcze trochę popracujesz nad sobą. Jeszcze lepiej zrozumiesz swoje emocje. Jeszcze przeczytasz jedną książkę, odbędziesz jedną rozmowę, znajdziesz właściwy moment.

I być może rzeczywiście potrzebujesz dalszego namysłu. Ale bywa też, że czekasz na chwilę, w której decyzja przestanie cokolwiek kosztować.

A taka chwila może nigdy nie nadejść.

Nie chciałabym jednak, żeby z tych rozważań wynikało, że im więcej o sobie wiesz, tym większe masz powody, żeby rozliczać się z każdego własnego zachowania.

Łatwo byłoby w ten sposób zamienić świadomość w kolejną listę wymagań. Skoro już rozpoznajesz swoje mechanizmy, powinnaś zawsze postępować inaczej. Skoro wiesz, czego potrzebujesz, powinnaś umieć o to zadbać. Skoro rozumiesz, skąd bierze się Twój lęk, nie powinnaś pozwalać, żeby nadal wpływał na Twoje decyzje.

Brzmi to jak dość wyczerpujący sposób życia.

Zwłaszcza że dzisiejsza wiedza o sobie może skłaniać Cię do surowego oceniania dawnych wyborów.

„Powinnam była wiedzieć”.

Ale skąd właściwie?

Być może wtedy nie miałaś doświadczenia, które pozwoliłoby Ci rozpoznać sytuację. Być może ufałaś komuś, kto wydawał się godny zaufania. A może zwyczajnie podjęłaś decyzję, która w tamtym momencie wyglądała rozsądnie, choć później przyniosła rozczarowanie.

Dzisiejsza świadomość nie daje Ci prawa do wymagania od dawnej wersji siebie wiedzy, której jeszcze nie miała.

Może natomiast pomóc Ci inaczej spojrzeć na to, co pozostaje możliwe teraz.

Nie zawsze będzie to wielka zmiana. Czasem wystarczy przyznać, że nie dotrzymałaś słowa. Przeprosić bez dodawania długiego wyjaśnienia. Powiedzieć komuś, że potrzebujesz czasu, zamiast znikać bez kontaktu. Albo przestać obiecywać coś, czego od dawna nie masz zamiaru zrobić.

To dość zwyczajne sytuacje. A jednak właśnie w nich wiedza o sobie może zacząć nabierać praktycznego znaczenia.

Nie dlatego, że musisz od tej pory zawsze zachowywać się właściwie. Raczej dlatego, że masz możliwość zauważenia różnicy między tym, co deklarujesz, a tym, co rzeczywiście robisz. I możesz zdecydować, czy chcesz coś z tą różnicą zrobić.

Jest coś poruszającego w myśli, że wiedza o sobie nie musi od razu prowadzić do zmiany, a jednak może już zmieniać sposób, w jaki przeżywasz własne życie.

Kiedy raz dostrzeżesz pewien mechanizm, nie zawsze potrafisz całkowicie przestać go widzieć. Możesz nadal podejmować podobne decyzje, ale coraz trudniej będzie Ci nie zauważać własnych motywów. Możesz wracać do dawnych zachowań, lecz już niekoniecznie z tym samym przekonaniem, że inaczej się nie da.

Czasami przynosi to ulgę. Czasami smutek, złość albo żal za możliwościami, których wcześniej nie dostrzegałaś. Bywa też, że pojawia się lęk przed tym, czego nowa wiedza może od Ciebie wymagać.

I nie sądzę, żebyś musiała zbyt szybko pozbywać się tych uczuć.

Możesz dać sobie czas na zrozumienie tego, co odkryłaś, bez zamieniania każdego wglądu w kolejne zadanie do wykonania.

Ale być może warto przyjrzeć się również temu, co dzieje się wtedy, kiedy samo rozumienie zaczyna zastępować wybór.

Możesz przecież bardzo dobrze wiedzieć, dlaczego pozostajesz w określonej sytuacji. Rozumieć swoje obawy, znać dostępne możliwości i przewidywać konsekwencje różnych decyzji.

A mimo to postanowić niczego nie zmieniać.

Nie musi to oznaczać porażki ani braku odwagi. Być może właśnie teraz bardziej zależy Ci na stabilności niż na zmianie. Być może nie chcesz ryzykować tego, co już masz. A może po prostu nie jesteś gotowa.

Interesuje mnie jednak różnica między pozostawaniem w jakiejś sytuacji dlatego, że nie widzisz innego wyjścia, a pozostawaniem w niej ze świadomością, że inne wyjścia istnieją, lecz na razie ich nie wybierasz.

Z zewnątrz Twoje życie może wyglądać dokładnie tak samo.

Nadal pracujesz w tym samym miejscu. Nadal uczestniczysz w tych samych rodzinnych spotkaniach. Nadal odkładasz pewną rozmowę.

Ale historia, którą opowiadasz sobie o własnym życiu, nie jest już identyczna.

Być może najbardziej niewygodną konsekwencją świadomości nie jest więc konieczność natychmiastowej zmiany.

Być może jest nią gotowość do przyznania, że czasami - znając już swoje powody, obawy i możliwości - nadal wybierasz to, co znane. I że również ten wybór jest częścią prawdy o Tobie.

Kobieta Suwerenna™ - od świadomości do własnych wyborów

Być może rozpoznajesz już sytuacje, w których rezygnujesz z siebie, choć coraz lepiej rozumiesz, dlaczego to robisz. Wiesz, czego potrzebujesz, ale nie zawsze potrafisz dać temu miejsce w codziennym życiu i relacjach.

Właśnie tej przestrzeni poświęcony jest proces Kobieta Suwerenna™. To zaproszenie do głębszego poznania siebie, odnajdywania własnego głosu i uczenia się podejmowania wyborów, w których jest miejsce również na Ciebie - nawet wtedy, gdy towarzyszą im lęk, niepewność czy poczucie winy.

Poznaj proces Kobieta Suwerenna™