Malarstwo intuicyjne. Co pojawia się, kiedy przestajesz kontrolować efekt?

Najciekawsze obrazy rzadko powstają u mnie wtedy, kiedy wiem, co chcę namalować.
Zwykle zaczynają się od koloru, muzyki albo ruchu, którego wcześniej nie planowałam.
Czasem włączam jeden utwór i przez chwilę pozwalam, żeby ciało znalazło jego rytm. Dopiero później biorę pędzel.
Nie próbuję wtedy wyrazić konkretnej emocji ani stworzyć obrazu „o czymś”.
Bardziej interesuje mnie to, co pojawi się, kiedy przestanę z góry decydować, jak powinien wyglądać kolejny ruch.
Malarstwo intuicyjne jest dla mnie właśnie takim doświadczeniem.
Nie jest rezygnacją ze świadomości. Jest raczej rezygnacją z potrzeby kontrolowania efektu.
Czym jest malarstwo intuicyjne?
Najprościej można powiedzieć, że jest to malowanie bez wcześniej przygotowanego szkicu, tematu i planu.
Taka definicja nie mówi jednak zbyt wiele o tym, co naprawdę dzieje się podczas tworzenia.
Bo brak planu nie oznacza, że nie podejmujemy decyzji.
Wybieramy kolor, zmieniamy pędzel lub zamieniamy go na palce:)
Zakrywamy fragment, który powstał wcześniej, dodajemy kolejną warstwę albo zostawiamy puste miejsce.
Różnica polega na tym, skąd przychodzą te decyzje.
Nie pytam wtedy: „Co powinnam teraz namalować, żeby obraz wyglądał dobrze?”.
Sprawdzam raczej: „Na jaki ruch mam ochotę? Co przyciąga moją uwagę? Czego jest za dużo? Gdzie potrzebuję więcej przestrzeni?”.
Nie zawsze znam odpowiedź. Czasem ręka porusza się szybciej, niż zdążę ją nazwać.
Kiedy ciało zaczyna uczestniczyć w malowaniu
Przez wiele lat przyzwyczajamy się do życia przede wszystkim z poziomu głowy.
Analizujemy, przewidujemy, oceniamy możliwe konsekwencje, próbujemy wybrać właściwie.
Ten sam mechanizm możemy przenieść na płótno. Zanim postawimy pierwszą plamę, już zastanawiamy się, czy będzie pasowała do reszty. Zanim obraz w ogóle zacznie powstawać, próbujemy ochronić go przed błędem.
Muzyka i ruch pomagają mi przejść do innego sposobu tworzenia.
Nie chodzi o taniec, który ma dobrze wyglądać. Czasem jest to zaledwie poruszenie ramion, zmiana sposobu stania albo pozwolenie dłoni, żeby podążyła za rytmem.
Kiedy ruch zaczyna się w ciele, ślad na płótnie przestaje być wyłącznie decyzją estetyczną.
Staje się zapisem chwili…
Mocniejszego nacisku, zawahania, przyspieszenia, potrzeby zatrzymania.
Nie próbuję analizować każdego z tych gestów. Ich znaczenie nie musi być od razu zrozumiałe.
Wystarczy, że je zauważam.
Czy malowanie może być medytacją?
Myśląc o medytacji, często wyobrażamy sobie nieruchome ciało i spokojny umysł.
Malarstwo intuicyjne może prowadzić do podobnego rodzaju obecności, choć odbywa się ona w ruchu.
Uwaga stopniowo przenosi się z codziennych myśli na to, co dzieje się tu i teraz.
Na sposób, w jaki farba rozprowadza się po powierzchni.
Na dźwięk pędzla, na spotkanie dwóch kolorów, na ruch ręki i rytm oddechu.
Myśli nie znikają. Nadal może pojawiać się ocena:
„To nie wygląda dobrze”.
„Zepsułam”.
„Wcześniej było lepiej”.
Różnica polega na tym, że nie każda myśl musi decydować o tym, co zrobię dalej.
Mogę ją zauważyć i pozostać przy obrazie.
Czasami pojawia się wtedy stan flow. Przestaję kontrolować czas, a kolejne ruchy wynikają z poprzednich. Nie zastanawiam się długo nad każdym wyborem. Jednocześnie jestem bardzo obecna w tym, co robię.
Nie dzieje się tak podczas każdej sesji.
Czasem malowanie jest płynne i lekkie, a czasem spotykam opór, irytację albo potrzebę szybkiego zakończenia.
Nie uważam, że jedno doświadczenie jest lepsze od drugiego.
Każde pokazuje coś o tym, jak jestem ze sobą w danym momencie.
Najtrudniejszy nie zawsze jest pierwszy ruch
Często mówi się, że najtrudniej zacząć i naruszyć biel pustego płótna.
Dla mnie równie ciekawy jest moment, w którym obraz przestaje wyglądać tak, jak chciałam.
Pojawia się wtedy pokusa, żeby natychmiast go poprawić, przywrócić kontrolę.
Zrobić coś, co znowu będzie znajome, estetyczne i bezpieczne.
Właśnie w tym miejscu malowanie zaczyna przypominać inne sytuacje w życiu.
Jak reaguję, kiedy efekt nie odpowiada moim oczekiwaniom?
Czy potrafię pozostać przez chwilę w niewiedzy?
Czy próbuję szybko naprawić to, co jeszcze nawet nie zdążyło się rozwinąć?
Czy umiem zakryć fragment, do którego się przywiązałam, jeśli czuję, że obraz potrzebuje czegoś innego?
Malarstwo intuicyjne nie daje jednej odpowiedzi na te pytania.
Pozwala je zobaczyć w działaniu.
Nie w deklaracji o tym, jaka jestem.
W konkretnym momencie, kiedy stoję przed płótnem i muszę zdecydować, czy wykonam kolejny ruch.
Nie chodzi o stworzenie ładnego obrazu
To nie znaczy, że efekt nie ma znaczenia.
Lubię piękne obrazy. Zdarza mi się zachwycić kolorem, światłem albo fragmentem, którego nie potrafiłabym wcześniej zaplanować.
Nie chcę jednak, aby potrzeba stworzenia czegoś ładnego prowadziła cały proces.
Gdy zbyt wcześnie zaczynam myśleć o tym, czy obraz będzie nadawał się do pokazania, przestaję sprawdzać, co naprawdę chcę zrobić.
Zaczynam tworzyć pod wyobrażone spojrzenie kogoś innego - to również znamy z życia. Pisałam o tym w eseju „Tworzyć nie po to, by być potrzebną”.
Możemy tak bardzo skupić się na tym, jak nasz wybór zostanie odebrany, że przestajemy słyszeć, co właściwie wybieramy.
Płótno staje się wtedy miejscem, w którym można ten mechanizm zauważyć bez konieczności natychmiastowego zmieniania czegokolwiek poza kolejną warstwą farby.
Jak zacząć malować intuicyjnie?
Nie potrzebujesz dużego płótna ani profesjonalnej pracowni.
Na początek wystarczy gruby papier lub blok przeznaczony do akryli, kilka farb, dwa pędzle różnej szerokości, słoik z wodą i coś, czym zabezpieczysz stół.
Możesz malować pędzlem, gąbką, szpachelką albo palcami.
Ważniejsze od liczby materiałów jest stworzenie sobie chwili, w której nie musisz niczego udowadniać.
Włącz muzykę.
Nie wybieraj jej pod kątem tego, jaki obraz chciałabyś stworzyć. Wybierz utwór, który w tej chwili przyciąga Twoją uwagę.
Zanim zaczniesz malować, przez moment posłuchaj.
Sprawdź, gdzie w ciele czujesz rytm.
Pozwól sobie na kilka ruchów bez pędzla.
Następnie stań przed papierem i wybierz pierwszy kolor.
Nie musisz wiedzieć, dlaczego właśnie ten.
Postaw pierwszy ślad.
Potem zobacz, do czego Cię zaprasza.
Ćwiczenie na dwadzieścia minut
Możesz rozpocząć od pytania:
„Co jest dziś we mnie najbardziej żywe?”
Nie próbuj na nie odpowiadać.
Nie szukaj symbolu, który powinien przedstawiać konkretną emocję.
Wybierz jeden utwór i jeden kolor.
Pozwól, żeby pierwszy ruch wynikał z tego, co czujesz w ciele. Powtarzaj go, zmieniaj albo zatrzymaj, kiedy pojawi się taka potrzeba.
Jeżeli zaczniesz oceniać obraz, zauważ to.
Nie walcz z oceną, ale nie kończ od razu malowania.
Sprawdź, co wydarzy się, jeśli wykonasz jeszcze jeden ruch.
Po dwudziestu minutach odłóż pędzel.
Nie pytaj od razu, czy obraz jest dobry.
Popatrz na niego przez chwilę i dokończ jedno zdanie:
„Kiedy patrzę na to, co powstało, zauważam…”
To wystarczy.
Możesz również wylosować pytanie na dziś i odpowiedzieć na nie nie słowami, lecz kolorem i ruchem.
Obraz jako zapis spotkania ze sobą
Nie każdy obraz musi coś wyjaśniać.
Nie każdy musi zostać ukończony, oprawiony albo pokazany innym.
Czasami jego najważniejszą funkcją jest stworzenie przestrzeni, w której przez kilkadziesiąt minut możemy nie wiedzieć, nie planować i nie próbować wypaść dobrze.
Możemy sprawdzać, reagować, zmieniać kierunek, zamalować coś i zacząć jeszcze raz.
Być może właśnie dlatego malarstwo intuicyjne tak często wykracza poza samo malowanie.
Nie mówi nam, kim jesteśmy.
Pozwala zauważyć, jak jesteśmy ze sobą wtedy, kiedy nie znamy jeszcze efektu.
Jeśli chcesz zobaczyć obrazy, które powstawały w podobnym procesie, zajrzyj do galerii obrazów. Muzyka, przy której powstają, czeka w sekcji dźwięki, a kolejne teksty o twórczości i obecności znajdziesz w dzienniku.
🌿