Jeśli nadal szukasz

Ostatnio coraz częściej myślę o małej Justynie.
O tej, która chciała iść do liceum plastycznego, która miała już przygotowaną teczkę, która marzyła o śpiewaniu, która była przekonana, że wyjedzie do Warszawy i zostanie piosenkarką.
I wiesz co?
Mam wrażenie, że ona wiedziała o sobie coś, o czym później na długi czas zapomniałam.
Nie zastanawiała się nad niszą, nie analizowała rynku, nie próbowała dopasować się do świata. Po prostu wiedziała, co ją woła.
Potem pojawili się dorośli: rodzice, nauczyciele, ludzie, którzy chcieli dobrze. I przekonali ją, że powinna wybrać rozsądniejszą drogę.
Więc wybrała. Życie potoczyło się inaczej, niż sobie wyobrażała. Zamiast realizować swoje pasje rozwijała się w biznesie często odczuwając zmęczenie i tęsknotę za „swoim" światem.
Z zazdrością patrzyłam na ludzi, którzy mieli jasno określoną drogę, jedną specjalizację, jedną pasję, jedną odpowiedź na pytanie: „Kim jestem?"
A ja?
Ja miałam wiele zainteresowań i jeszcze więcej pytań.
Interesowało mnie zbyt wiele rzeczy. Od pewnego momentu szukając siebie, szłam różnymi ścieżkami.
Cały czas się uczyłam, zmieniałam kierunki, zaczynałam od nowa.
I przez długi czas wydawało mi się, że to problem.
Że może gdybym była bardziej konsekwentna, bardziej zdecydowana, bardziej podobna do innym, to wszystko byłoby prostsze.
Dziś patrzę na to inaczej. Nie dlatego, że nagle znalazłam wszystkie odpowiedzi. Wręcz przeciwnie.
Mam ich chyba mniej niż kiedyś.
Ale jest we mnie więcej zaufania.
Coraz częściej myślę o pewnym filmie, w którym pokazane są dwie równoległe wersje życia tej samej kobiety.
Jedna decyzja. Dwie różne drogi.
I przez cały film zastanawiamy się, która z nich jest lepsza.
A może żadna? Może po prostu są inne?
Czasem zastanawiam się, jak wyglądałoby moje życie, gdybym wtedy poszła do plastyka, gdybym studiowała sztukę, gdybym od początku zajmowała się tym, co kochałam.
Może byłabym dziś dokładnie w tym samym miejscu, a może zupełnie gdzie indziej. Nie wiem.
I chyba pierwszy raz naprawdę nie potrzebuję znać odpowiedzi.
Bo kiedy patrzę wstecz, widzę coś, czego wcześniej nie dostrzegałam.
Widzę, że nawet te drogi, które kiedyś uważałam za odejście od siebie, były częścią mojej historii. To właśnie one dały mi doświadczenie. Nauczyły odpowiedzialności. Pokazały, jak zarządzać projektami, współpracować z ludźmi i przekuwać pomysły w rzeczywistość. Dały mi niezależność finansową, dzięki której dziś mogę realizować swoje pasje na własnych zasadach.
I być może właśnie dlatego przestałam oceniać tę drogę jako lepszą lub gorszą. Była po prostu moją drogą.
Coraz częściej zadaję sobie inne pytanie:
„Co próbowało mnie odnaleźć przez całe życie?”
Bo są takie rzeczy, które nie odpuszczają. Wracają. Czasem po latach. Czasem wtedy, gdy wydaje nam się, że już dawno wybraliśmy inną drogę. Wracają cicho. Bez pośpiechu. Jakby wiedziały coś, czego my jeszcze nie wiemy. Tak było ze sztuką, z muzyką, z tworzeniem.
Nie zniknęły. Zawsze przewijały się w moim życiu w różnej formie i cierpliwie czekały aż zacznę z nich korzystać w pełni.
Dlatego jeśli dziś jesteś w miejscu, w którym nadal szukasz…
Jeśli masz poczucie, że jeszcze nie znalazłaś swojej drogi…
Jeśli patrzysz na swoje życie i nie widzisz sensu w jego zakrętach…
To chciałabym zostawić Ci jedną myśl.
„Może nie wszystko musi mieć sens od razu. Może niektóre odpowiedzi dojrzewają latami. Może nie jesteś zagubiona. Może po prostu jesteś w miejscu, z którego nie widać jeszcze całego krajobrazu.”
A droga, którą dziś oceniasz jako pomyłkę, za jakiś czas okaże się dokładnie tą, którą musiałaś przejść.
Nie po to, żeby stać się kimś innym.
Ale po to, żeby wrócić do siebie. ❤
❤